Zapowiedź

69. Dorothy i obrona konieczna - kiedyś

– Twój mały rycerzyk znowu potrzebuje twojej pomocy, co? – mruknął w pewnym momencie Christian, najwyraźniej nie mogąc się powstrzymać. Jedno było pewne: nawet z ostrzem przy szyi nie tracił fasonu. – A dzielna Dee rusza na ratunek, jak zwykle.
– Zamknij się – warknęłam. Christian jednak niewiele sobie z tego robił.
– A co, jeśli Jack wcale nie potrzebuje pomocy? Co wtedy, kochanie?
Nie wiedziałam, co miał na myśli i nie chciałam wiedzieć. I tak z każdą chwilą niepokoiłam się coraz bardziej.
– Ciekawi mnie też, jak zamierzacie się stąd wydostać beze mnie – dodał beztrosko. – Wyglądałem na zewnątrz, aż roi się tam od żołnierzy. Na twoim miejscu naprawdę nie chciałbym na nich wpaść, kochanie.
Jeszcze raz powie na mnie kochanie, a ręka ze skorupą zadrży mi za bardzo, pomyślałam z rozdrażnieniem. Głośno jednak odparłam:
– Skoro to wasi wrogowie, na pewno będą wobec Jacka i mnie przyjaźnie nastawieni.
– Nie bądź taka pewna – prychnął. – Nigdy wcześniej nie widziałem takich znaków. Coś w rodzaju czerwonozłotej szachownicy. Skoro nie wiemy, kim są, na pewno nie mają dobrych intencji. Wobec nikogo. Nie wiesz, po co tu są i dlaczego atakują kryjówkę Clarissy, a chcesz się bezmyślnie oddać w ich ręce? Naiwniaczka z ciebie, kochanie.

14 komentarzy:

  1. Hmm. Tego się nie spodziewałam, pewnie nikt się nie spodziewał. Czyżby czary ukochanej Czarownicy, czy po prostu Oz wita swoją gościnnością. Mam nadzieję, że Jack w porę się pojawi. Maki, tak jak wszystko, potrafią być zabójcze.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To już kwestia specyfiki samego Oz, niestety;)

      Usuń
  2. Mmmmmmmm :) Inspiracja Supernatural... Niach, niach! ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo luźna wprawdzie, ale jednak;)

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. E, na pewno nie jest tak źle;)

      Usuń
    2. Wydaje mi się teraz, że ciocia wie więcej niż się wydaje.

      Usuń
    3. Nie, ciocia po prostu potrafi się znaleźć w trudnej sytuacji;)

      Usuń
    4. Pod jej oknem znajdują się wilki polarne, a ona nawet nie mrugnie, tylko wyciąga strzelbę i jakby nigdy nic mówi, że trzeba wiać? ;)

      Usuń
    5. Oj no, ten fragment jest wyrwany z kontekstu ;p

      Usuń
  4. Widać, że Jack jest rozbawiony zaistniałą sytuacją. Dorothy z pistoletem tłumaczy jedno, Jack zacznij się bać. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bać się raczej nie zacznie, bo Dorothy jest beznadziejnym strzelcem i Jack doskonale o tym wie xd

      Usuń
    2. Też racja ;p Ale wiesz jak to jest. Broń w dłoniach osoby która nie potrafi się tym obsługiwać, oznacza jedno - wielkie niebezpieczeństwo. ^^

      Usuń
    3. Haha, no w sumie coś w tym jest;)

      Usuń

Layout by Elle.

Google Chrome, 1366x768. Breatherain, Pinterest.